środa, 1 października 2008

W co grają astrolodzy

Rozdział z książki Dony Cunningham „Przewodnik ku samoświadomości”

Ponieważ coraz więcej osób zasięga porad astrologicznych, istnieje duże prawdopodobieństwo pojawienia się zaburzonych doradców, którzy mogą komuś naprawdę zaszkodzić. Klienci skłonni są przypisywać astrologom ogromną moc, ponieważ wydaje im się, że informacje na temat ich najintymniejszych sfer życia pochodzą z tajemniczych, czy też nadnaturalnych źródeł. Prawdziwe oświecenie duchowe nie jest, niestety, regułą wśród astrologów. Wielu z nich to osoby niezrównoważone, neurotyczne, a także niewątpliwi szarlatani. Jak dotąd, w wielu rejonach kraju nie istnieją żadne profesjonalne standardy ani jakakolwiek kontrola praktyki astrologicznej. Każdy może okrzyknąć się astrologiem, nie ponosząc za to żadnej kary.

Nie znaczy to oczywiście, że powinieneś całkowicie unikać astrologii, ponieważ pomimo wszystko pozostaje ona ważną drogą prowadzącą ku samoświadomości, a wielu doradców jest naprawdę rzetelnych. Znaczy to po prostu, że powinieneś mieć się na baczności. Jeśli konsultacja jest całkowicie negatywna i druzgocąca, wynika to raczej z emocjonalnych problemów samego astrologa. Zamiast więc tonąć w rozpaczy rozejrzyj się za kimś, kto zaoferuje ci pozytywny, konstruktywny odczyt twojego horoskopu urodzeniowego. (Zasady i sugestie dotyczące wyboru dobrego astrologa podane są w dalszej części tego rozdziału). Sami zaś astrolodzy powinni przestudiować wizerunki, które projektują. Czy dany wizerunek jest naprawdę użyteczny dla klienta – czy też stanowi po prostu maskę, za którą można się ukryć?

Destrukcyjnych astrologów można pogrupować według ich osobowości. Być może, poniższe opisy, nawet mimo swej stereotypowości, pomogą ci uniknąć wybrania jednego z nich. Na bardzo nieufne potraktowanie zasługuje:

Kultysta: nie należy go pomylić z prawdziwym okultystą, w przeciwieństwie do którego usiłuje sprawiać wrażenie jakiegoś bóstwa czy guru. Ma skłonności do teatralnych zachowań i przedstawiania astrologii w otoczce tajemniczości. Żeruje na niewolniczo oddanych wyznawcach – zwykle kobietach – czczących każde jego słowo i nie mających własnego zdania. Wszyscy inni astrologowie są niekompetentni, a Ty masz niesamowite szczęście, że trafiłeś do niego po słowo prawdy. Jeśli w jakiś sposób zwątpisz lub zakwestionujesz tak „wielce uduchowioną” personę, natychmiast zemści się, robiąc złośliwe uwagi na temat Twojego znaku solarnego, Saturna czy karmy. Specjalizuje się w negatywnych czy moralizatorskich interpretacjach horoskopu. Jeden z nich powiedział mojej znajomej, że ma najgorszy horoskop, jaki kiedykolwiek widział, że pewnie była koszmarną osobą w poprzednim życiu, skoro sobie nań zasłużyła i że teraz przyszła kryska na matyska.

Astro-Analityk: ten też jest łasy na władzę nad Tobą, ale jest nowocześniejszy, subtelniejszy i jeszcze niebezpieczniejszy. Często powołuje się na wykształcenie psychologiczne, chociaż skończył jedynie kurs wstępny. Jego szczególny talent polega na wyszukiwaniu Twoich słabości i wykorzystywaniu ich podczas zdobywania szczególnego uzależnienia psychologicznego opartego na poczuciu winy, lęku i samozwątpieniu. Specjalizuje się w niedopieczonych diagnozach psychologicznych, które wykwalifikowany specjalista stawiałby ostrożnie. Uważa, że większość jego klientów ukrywa swój homoseksualizm, odczuwa silne ciągoty kazirodcze i wykazuje potencjalną schizofrenię. Kiedy poniewczasie się na nim poznasz i spróbujesz się uwolnić – uważaj! Najbardziej wyszukane i druzgocące działania wojenne to jego mocna strona.

Kwoka: ten typ astrologa tak boi się „gwiazd”, że nie jest w stanie dodać ci otuchy czy wskazać właściwego kierunku. Postrzega nas wszystkich jako marionetki potężnych sił zła, które z wyżyn nieba rażą nas okropnościami, nad którymi nie mamy żadnej kontroli. Współdziała z tą cząstką Ciebie, która pragnie wykorzystać horoskop jako usprawiedliwienie swojego postępowania, ponieważ „taki już się urodziłeś”. Ta najprawdziwsza pleciuga powtarza bez końca, że pożałujesz, jeśli nie skorzystasz z jej rady, kiedy nadciągnie następna zła planeta. Kiedy spytasz o przyszłość, jej niepokojące milczenie przekona cię, że coś przed tobą ukrywa. I rzeczywiście ukrywa – swoją ignorancję! (Dane Rudhyar nazwał ten typ astrologa typem „lunarnym”).

Katastrofista: obecnie spotyka się ich we wszystkich dziedzinach życia, ale na polu astrologii dzierżą berło pierwszeństwa, ponieważ mogą wzywać imienia wpływów planetarnych. Nasz świat się rozpada, ludzie rodzą się naznaczeni złem, a Ty, drogi kliencie, jesteś zepsuty do szpiku kości. Nie spotka Cię nic dobrego, przynajmniej przez najbliższe dwanaście lat i musisz przygotować się na najgorsze z możliwych skutki tranzytów. Twoje zdrowie jest zagrożone, a na stare lata możesz spodziewać się wylądowania w jakimś zakładzie. Twoja karma po prostu budzi zgrozę. Jeśli sam jesteś choć trochę katastrofistą, ten typ astrologa potwierdzi wszystkie twoje najstraszliwsze obawy.

Cukiereczek: tak, jak totalnie pesymistyczni astrologowie mogą siać spustoszenie, tak astrolog totalnie optymistyczny jest prawie bezużyteczny. Niewiele korzyści przyniesie ci wysłuchanie o sobie wyłącznie dobrych rzeczy, chyba, że masz tak niskie poczucie własnej wartości, że Twoje ego wymaga kuracji dożylnej. Ten błąd popełniany jest nagminnie przez początkujących adeptów, książki opisujące znaki solarne i Twojego najlepszego przyjaciela. Poszukaj kogoś dość silnego, by powiedzieć Ci, jak jest naprawdę, nawet, jeśli miałoby Cię to trochę zaboleć. Prawdziwy rozwój jest możliwy jedynie dzięki samoświadomości, a ta bywa bolesna. Dobry astrolog wskaże ci zarówno pozytywne, jak i negatywne strony Twojego horoskopu i podpowie, jak możesz wykorzystać je konstruktywnie.

Wścibski (tchórzliwy) astrolog: są tacy astrolodzy, przed którymi mamusia powinna była Cię ostrzec. Ten typ powie ci, że jesteś seksualnie sfrustrowana i da do zrozumienia, że właśnie on jest idealną osobą, by Cię od tej frustracji uwolnić. Jeden z nich powiedział mojej znajomej, że przed trzydziestką stanie się maniaczką seksualną, jeśli nie znajdzie właściwego kochanka i niemal jednym tchem napomknął, że chętnie spotykałby się z nią nieco częściej. Oczywiście, omawianie kwestii seksualnych podczas konsultacji astrologicznej może być pomocnie, choć poważne problemy w tej kwestii wymagają specjalistycznej pomocy medycznej i psychologicznej. Jednak niektórzy „astrolodzy” wykorzystują horoskop dla zaspokojenia swoich sprośnych potrzeb. W zasadzie stanowią raczej utrapienie, niż zagrożenie, o ile nie potraktujesz ich wywodów zbyt poważnie.

Wróżbitka: ta nowoczesna Cyganka żeruje na naszym pragnieniu uniknięcia niepewności przyszłości, ochoczo pomagając nam zaplanować każdy szczególik naszego życia. By zaimponować nam swoją wiedzą o nas bierze się za odgadywanie tak wiekopomnych kwestii jak nasze zwyczaje dotyczące pisania listów czy rozwód naszego dalekiego kuzyna. Jej przepowiednie co do naszej przyszłości są równie głębokie. Niestety, często się sprawdzają, na zasadzie powszechnie znanego zjawiska samosprawdzającej się przepowiedni. W Indiach krąży historyjka o człowieku, który tak przeraził się przepowiedni astrologicznej, mówiącej, że w określonym dniu mrze, że że zastrzelił się, by uniknąć cierpień agonii. Poważne potraktowanie tego typu przepowiedni może sprawić, że się spełnią, bez względu na to, czy rzeczywiście są „zapisane w gwiazdach”.

Dusza towarzystwa: obecnie, niemal na każdym przyjęciu, spotkać można samozwańczego „astrologa”, szastającego powierzchowną wiedzą na temat znaków solarnych, by skupić na sobie światła jupiterów. Czasem jest to również jeden z jego sposobów zabawiania swoich podrywek. Ten typ uwielbia wygłaszać złowieszcze przepowiednie w rodzaju: „Najbliższe siedem lat będzie fatalnych dla Bliźniąt” czy ogólnych, ale lekceważących uwag typu: „Panny są koszmarne”. Takie stwierdzenia to coś więcej niż tylko nonsens, bo mogą okazać się bardzo destruktywne. Wystarczy jednak spróbować go przyszpilić, a natychmiast zacznie się skręcać. Spytaj go, czy wie, jak obliczyć horoskop, czy skończył jakiś kurs i od jak dawna uczy się astrologii. Jeśli nie zaliczy tego sprawdzianu zbyt wysoko, nie traktuj go poważnie.

JAK ZNALEŹĆ DOBREGO ASTROLOGA: chyba najlepszym sposobem znalezienia astrologa jest osobista rekomendacja kogoś, kogo opinię sobie cenisz. Miejscowe koło astrologiczne może, ale nie musi być wiarygodnym źródłem – bardzo często prezesuje mu Pan Kultysta. Podejrzliwie też traktowałabym astrologów, którzy się ogłaszają – najlepsi działają wyłącznie dzięki rekomendacjom zadowolonych klientów. Można wybrać się na wykłady dotyczące astrologii i wybrać sobie astrologa spośród wykładowców. W każdym razie, najpierw najprawdopodobniej odbędzie się wstępna rozmowa przez telefon albo osobiście, a jeśli astrolog jej nie wymaga, możesz o nią poprosić. Podczas tego kontaktu zaufaj własnym odczuciom i jeśli stwierdzisz, że osoba, z którą rozmawiasz pasuje do jednej z opisanych tu kategorii albo po prostu ci nie odpowiada, możesz i powinieneś wycofać się, zanim któreś z was poświęci więcej swego czasu i pieniędzy.

JAK ROZPOZNAĆ DOBREGO ASTROLOGA: dobry astrolog będzie unikał wpadania w opisane tu pułapki. Szanuje Twoją indywidualność i potencjał, a jego podejście jest w przeważającym stopniu pozytywne i konstruktywne. Jest zwolennikiem wyważonego podejścia, pozbawionego staroświeckich poglądów dotyczących dobrych i złych planet i aspektów. Twoje pytania i idee są mile widziane, podobnie jak informacja zwrotna na temat prawidłowości interpretacji. Nie interesuje go dominacja czy kontrola nad Tobą, chce natomiast pomóc Ci, byś mógł zapanować nad własnym życiem. Nie będzie Twoim guru ani terapeutą, nie będzie podejmował za Ciebie decyzji ani brał na siebie choćby odrobiny Twojej odpowiedzialności za własny rozwój, ale wskaże Ci, na jakim etapie aktualnie się znajdujesz i jak możesz przejść na wyższy poziom funkcjonowania. Dobry astrolog, podobnie jak dobry przyjaciel, jest bezcenny.

15 Comments:

Anonimowy said...

bardzo mi sie podobal opis Kulturysty ahahahaha... PrincessWhiteWolf

astromaria said...

To nie kulturysta, tylko kultysta, ale ja też tak to przeczytałam za pierwszym (a nawet drugim) razem.

To jest również mój ulubiony typ. Czytając ten opis miałam przed oczami jednego takiego osobnika, dość znanego w Polsce. Jego również otacza wianuszek wielbiących go dam (w tej liczbie jest również jedna moja koleżanka, wciąż nim oczarowana).

Ale ja ten typ nazywam Wielkim Magiem Babilońskim.

wielki said...

Kiedyś myślałm, że ludzie, którzy wykładają astrologię, czy ogólnie zajmują się wróżbiartwem zawodowo, są naprawdę mądrzejści, zwłaszcza ci bardziej znami. Dzisiaj na szczęście nie mam złudzeń. Zawód jak każdy inny, trzeba zwyczajnie przyglądać się ludziom. Z politowaniem przyglądałam się słynnej aferze związane ze Stowarzyszeniem. A jeszcze większe politowanie wzbudził u mnie List Otwarty do Członków. To ma być rzetelny opis sytuacji?
Po zachowanich obu pań na forach, stwierdzam, że i one nie są bez winy. Jedna z nich wręcz histerycznie nie znosi odmiennego zdania, manipuluje wypowiedzami, kłamie i ktoś takie ma mnie poczuać o etyce. Okazuje się, że wiele osób ją nie lubi. Ona przybiera formę słodkiego cukiereczka, który traci rezon, a dokładnie przestaje być słodka gdy zaczyna się jej udowadniać argumetami, brak racji.
Im bardziej wgłebiam się w lekturę tym bardziej się zastanwiam jak reszta ludzi może być tak ślepa na jej zachowania? Dlatgo nie wierzę w szczerą troskę o członków, ani w nawiność, kiedy się dobrze wiedziało, z kim się wchodzi w ten układ. Bo wszytkie panie się doskonale znały prywatnie.
Ale pewnie w tamtym konflikcie nikt nie był bez winy, trafiła kosa na kamień. Cóż mały wycinek rzeczywistości, a jednak daje do myślenia o astrologach, ludziach z branźy. Daję słowo, od razu patrzy się relaniej.

astromaria said...

Opublikowałam twój komentarz, chociaż pewnie komuś się tym narażę. Ja do Stowarzyszenia nie należę, bo od razu wiedziałam, że będzie to polskie piekło. I pewnie dzięki temu nie jestem teraz w konflikcie z nikim (a na początku byłam). W ogóle wyszło śmiesznie. Koleżanka, która w to święcie wierzyła nie chciała słuchać moich ostrzeżeń i zgłosiła się do współpracy. Oczywiście, została mówiąc delikatnie, wykorzystana. Teraz to ona jest na out, a ja mam się dobrze, ale wciąż obserwuję to wszystko z dystansu.

astromaria said...

PS. Kiedyś to ja wierzyłam w to, że ci wszyscy ezoterycy (tak w każdym razie oni sami się określali) to są jacyś wspaniali i uduchowieni ludzie, którzy są ponad małości tego świata. O, naiwności!!!! Dziś wiem, jakie tam są intrygi, gierki, podkopywanie się i afery łóżkowe, hehe. Ponieważ nie dałam się w to wciągnąć jestem niedobra i trzeba mnie opluwać. Bleee, co to za ezoteryka?

astromaria said...

@ Anonimowa: piszesz "tego ostatniego lepiej nie publikuj" - nie mam możliwości ingerować w czyjeś komentarze, wycinać ani cenzurować fragmentów. Tak więc albo publikuję całość albo nic. Napisz jeszcze raz to, co nadaje się do publikacji, bo tamtego faktycznie wolę tu nie umieszczać.

Anonimowy said...

Większość astrologów, wróżek, terapeutów nie radzi sobie z własnym życiem a co dopiero z rozwiązywaniem problemów klienta. Zresztą co to za rozwiązywanie problmów, które sprowadza się do stwierdzenia, a za dwadzieścia lat będzie u pana lepiej. Widzę znaczną poprawę sytuacji finasowej. A co z czasem treźniejeszym? Kiedy tutaj walą gromy z jasnego nieba na głowę. To za dwadzieścia lat ma być pocieszeniem, rozwiązaniem? Tak to ja też mogę pomagać. Kiedyś na wykładzie z numerologii chłopak podał swoja datę. Niezbyt dobra, bo wskazywała na dość ciężkie przejścia. Numerolog mówi, było nieciekawie prawda? Niech się pan nie martwi, około czterdziestki będzie znacznie lepiej, a z pieniędzmi to już w ogóle nie będzie mieć pan problmów. Chłopak lat 26. Co do tego czasu ma zrobić nie wiem.
W takich chwilach ezoterycy lubią mówić, życie to rzeka. W wolnym tłumaczniu radź sobie sam, nie mam pojęcia jakie rozwiązanie ci podsunąć.

Terepuci niewiele lepsi. Przypadki, które opisałam tłumaczy chyba tylko to praca na państwowych posadkach. A tam wiadmo, że super inteligentych i światłych nie należy się spodziewać. Kobieta miała problemy z nerwicą. Psycholog przebadała, zrobiła testy, a na koniec stwierdziła, że to niemożliwe, że chodzi do liceum, bo ludzie z takimi zaburzeniami ledwo kończą podstawówkę. Rada na dalsze życie: niech się tylko pani na studia nie wybiera, bo to będzie dla pani zabójcze, pani tego nie wytrzyma. Druga osoba, też problemy na tle nerwowym. Przepisane leki i rada: pani nie może się stresować, praca będzie dla pani dużym obciążeniem, nie da pani rady. Przepraszam a kto za jedną i drugą miałby zapłacić podatki, utrzymać? Koniec końców, obie nie pozbyły się problemów, ale nie posłuchały też światłych rad. Jeda skończyła studia, robi co raz to nowe kursy, szkolenia, druga założyła rodzinę i jakoś nic jej się nie stało od pracy na targu.

Wróżki też są doskonałe pod tym względem. Najpierw objeżdżanie klienta, że nie ma celu w życiu, powinien się wziąć w garść, potem kiedy przychodzi do konsulatacji z pomysłem na siebie, jest uziemiany słowami, ale za krucha psychika, nie na dajesz się do tego. Na pytanie co zrobić, żeby sobie pomóc i żyć pełnią życia, odpowiedć, nic się nie da zrobić taka natura.

Byłam niemile zdziwiona, gdy poznałam osobę prowadzącą kursy ezoterczne. Naprawdę mądra, inteligenta osoba, klientowi potrafi wyjasnić problem, zrozumieć własną naturę. Ale nie sądziłam, że ta sama osoba, może mieć takie problemy z pieniędzmi, z partnerami, z dzieckiem. Radzi sobie jakoś, to prawda, ale jak na kogoś kto przytacza na wykładach ciekawe, optymistyczne historie klientów, propaguje pozytywne myślenie, to jest to bida z nędzą.

astromaria said...

Kochana, ty się chyba spodziewasz cudów. Przecież te wróżki, astrolodzy i terapeuci to są zwyczajni ludzie, więc albo Bozia dała im dar zrozumienia albo nie dała. W tym drugim przypadku nikomu oleju do głowy nie wlejemy. To dotyczy wszystkich fachowców na świecie. Są wybitni lekarze i są konowały. Są świetni muzycy i są chałturnicy. Nawet dyplom wyższej szkoły nie uczyni z partacza mistrza. Domyślam się, że chodzi ci o to, że skoro ktoś uważa się za nauczyciela duchowego czy specjalistę od doradztwa duchowego, to powinien być jakimś super-rozwiniętym pół-bogiem. Niestety, bogowie to nie na tej planecie, tu mamy duchowe przedszkole.

Zacznijmy od tego, że jest coś takiego jak karma. Jeśli ktoś porządnie narozrabiał w poprzednich wcieleniach, to niestety ma pod górę i niewiele da się z tym zrobić. Musi swoje przecierpieć, żeby coś zrozumieć. Oczywiście, mówienie mu, że ma bezczynnie cierpieć i nic nie robić, bo się nie da, ale za dwadzieścia lat to będzie fajnie jest pogarszaniem jego położenia. Należy mu uczciwie powiedzieć, że przez te 20 lat będzie ciężko, ale to nie znaczy, że ma się położyć i czekać na lepsze czasy ani że ma sobie kupić sznur i się powiesić, lecz że ma pracować nad przepracowaniem tej blokady. Przede wszystkim musi coś zrozumieć bo bez tego nie ruszy karmicznie do przodu. Życie to szkoła, a czasem więzienie, w którym się pokutuje za błędy. Trzeba więc zrozumieć za co się cierpi i naprawić to. W horoskopie widać wyraźnie, jakiego rodzaju jest blokada i nad czym trzeba pracować. Specjalistą od blokad jest Saturn, więc należy zbadać jego położenie w znaku, domu i połączenia z innymi planetami. To pozwoli klientowi zrozumieć, jaką karmiczną lekcję ma do przerobienia i czego ma go to nauczyć. Saturna nazywamy "karmicznym nauczycielem", bo dzięki niemu uczymy się i przybywa nam rozumu. Trudna karma jest bardziej rozwojowa niż łatwa, ponieważ bez bólu człowiek nie czyni postępów. A jeśli ból jest naprawdę potężny, człowiek zwraca się do Boga, co przyspiesza jego rozwój.

Każdy człowiek ma jakieś problemy, z którymi sobie nie radzi, bo każdy jest obciążony jakąś karmą. Terapeuta również. Oczywiście, jeśli ma kłopoty w relacjach z mężem nie może być terapeutą małżeńskim!!! Najpierw musi wyleczyć siebie, a potem pomagać innym. Doradca finansowy nie może żyć w biedzie, a pedagog mieć kłopotów z wykolejonym dzieckiem.

Blokady generalnie są dane po to, żeby je przepracowywać. I powinno się to robić świadomie. Do tego właśnie potrzebny jest terapeuta. To on powinien pomóc zrozumieć dlaczego ta blokada występuje i jak z nią pracować. Nerwica nie może być powodem odłożenia życia do następnego wcielenia. Trzeba odkryć skąd się wzięła i starać się jej pozbyć (ale nie farmakologicznie, bo to droga do nikąd!!!). Są na to metody: relaksacja, medytacja, joga, tai-chi... jest ich naprawdę mnóstwo, trzeba tylko znaleźć tę właściwą dla danej osoby. Znane są przypadki, kiedy ludzie poważnie niepełnosprawni osiągali więcej niż zdrowi, właśnie dlatego, że mieli motywację do pracy nad sobą i pokonywania ograniczeń.

Doradca musi człowieka zmotywować do pracy nad sobą i dać mu poczucie sensowności jego życia, a przede wszystkim ograniczeń. Jeśli zrozumie dlaczego jest ciężko, będzie działał konstruktywnie, bo będzie wiedział, że za każdą dobrze wykonaną pracę jest nagroda. Im cięższa praca i im lepiej wykonana, tym lepsza zapłata. W banku karmicznym nikt nie oszukuje, to działa jak szwajcarski zegarek.

Anonimowy said...

Karamą się straszy i wcale nie oznacza, że ona istnieje i że trzeba ja przepracować. Ten system zrobił się populanry, ciekawe dlaczego skoro są inne wyznania, filozofie? Niedawno okryłam teorię, w któej mówi się, że długi karmiczn, ich spłacanie zależy od tego w jakim miejscu znaleźli się ludzie po śmierci. Są poziomy astralne, które każą wyregulować rachunki. Wet za wet. Osobiście uważam to za bzdurę, a dokładnie za bezsensowe prawo, ale klient jak jest w takich sytuacjach, czy ogólnie ludzie, nie mozgą mieć często swojego zdania na ten temat, bo "guru" zawsze jest mądrzejsze, wie lepiej i co tam przeczytane książki. Dlaczego karma jest tak popularna?

astromaria said...

"Dlaczego karma jest tak popularna?" Ponieważ jako jedyna logicznie wyjaśnia dlaczego cierpimy i co zrobić, żeby się wyzwolić z tego kręgu iluzji. Są dowody na to, że Jezus nauczał o reinkarnacji i karmie, ale Kościół to "ocenzurował", bo gdyby to ujawnił, nikt nie płaciłby za odpuszczenie grzechów ani inne oszukańcze sakramenty rzekomo "święte". Dla Kościoła byłby to koniec słodkiego życia w nieróbstwie i bogactwie.

Jezus należał do szkoły gnostyckiej, nauczał czegoś zupełnie innego, niż to mówią uznane ewangelie, które prawie w całości są sfałszowane, nikogo nie "zbawił" (zbawić się musisz zupełnie sam/a) i nie umarł na krzyżu. Chrześcijaństwo to oszustwo!

astromaria said...

I najważniejsze: karmą się nie straszy, straszy się piekłem i grzechem śmiertelnym!

Karmę należy ZROZUMIEĆ i kierować się WIEDZĄ o tym, jak ją przepracować, żeby się z niej wyzwolić. Czyli trzeba zrobić to, czego Kościół kategorycznie zakazuje! Bo Kościół nakazuje WIERZYĆ i zakazuje WIEDZIEĆ. Tylko WIEDZA może wyzwolić z kręgu wcieleń, wiara nigdy! Wyzwolenie się jest możliwe, ale trzeba się przebudzić z katolickiego zakłamania. Wiara w Jezusa cię nie zbawi! Zbawić cię może praktykowanie wiedzy, którą przekazał, ale ona została celowo zniszczona.

"Niedawno okryłam teorię, w któej mówi się, że długi karmiczn, ich spłacanie zależy od tego w jakim miejscu znaleźli się ludzie po śmierci. " BZDURA!!! Pomylenie przyczyny ze skutkiem! Jest dokładnie odwrotnie!

Anonimowy said...

[b]"Dlaczego karma jest tak popularna?" Ponieważ jako jedyna logicznie wyjaśnia dlaczego cierpimy i co zrobić, żeby się wyzwolić z tego kręgu iluzji. Są dowody na to, że Jezus nauczał o reinkarnacji i karmie, ale Kościół to "ocenzurował", bo gdyby to ujawnił, nikt nie płaciłby za odpuszczenie grzechów ani inne oszukańcze sakramenty rzekomo "święte". Dla Kościoła byłby to koniec słodkiego życia w nieróbstwie i bogactwie.[/b]

Nie jest idealna, ani nie należy do jednego systemu, w który pomoże się wyzwolić, nie jest jednym systemem, który tłumaczy skąd się biorą problemy. Jezus mógł nauczać reinkarnacji, a są jeszcze inni mistrzowie, inne systemy, inne teorie i szczerze pisząc nie wiem dlaczego mają one być gorsze? Bo ktoś tak ustalił? Taka moda i to mi się nie podoba. Spłata długów w tradycyjny sposób również jest dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że trzeba przepracować, inni ją rozpuszczają, trzeci noszą specjalne branzoletki, które znoszą karmę, jogini w Indiach tak robią. Niech każdy wybierze co chce, problem w tym, że w gabinecie wróżki często jej przekonania są narzucane klintowi.


[b]"Niedawno okryłam teorię, w któej mówi się, że długi karmiczn, ich spłacanie zależy od tego w jakim miejscu znaleźli się ludzie po śmierci. " BZDURA!!! Pomylenie przyczyny ze skutkiem! Jest dokładnie odwrotnie![/b]

To nie jest bzdura, tylko jedna z teorii życia po śmierci i tego czy należy spłacać karmę czy też nie. Można o tym poczytać w różnych książkach, choćby Doreen Virtue. Są po prostu plany astlne, z których ludzie wcielają się na ziemię z założeniem spłaty długów karmicznych. W innych bardziej oświeconych tego się podobno nie praktykuje. Jest zresztą cała masa książek na ten temat, jedne się nieco wyluczają, inne potwierdzają. A jak jest naprawdę tego nie wie nikt. Zresztą teraz tak modne przekazy od różnych mistrzów oświeconych, mówią, żeby nie ufać żadnej religii ale sobie.



[b]I najważniejsze: karmą się nie straszy, straszy się piekłem i grzechem śmiertelnym![/b]

Ależ oczywiście, że karmą się straszy. Będzie źle albo i jeszcze gorzej bo nie spłaciłeś w tym życiu długów. Nigdy nie znajdziesz pracy, nie będziesz mieć pieniędzy, bo coś tam. Są na to dowody w postaci załamanych ludzi, którzy wychodzą od gabinetów mistrzów czytnia karmy. Niektóre gwiadki ezotv i wielkie nazwiska z branży, mają za sobą trochę właśnie takich "nieboszczyków".

[b]Karmę należy ZROZUMIEĆ i kierować się WIEDZĄ o tym, jak ją przepracować, żeby się z niej wyzwolić. Czyli trzeba zrobić to, czego Kościół kategorycznie zakazuje! Bo Kościół nakazuje WIERZYĆ i zakazuje WIEDZIEĆ.[/b]

Jeżeli ktoś wierz w karmę, jest do niej święcie przekonany, wtedy można mówić o jej przepracowaniu i mówieniu klientowi, że większość jego problemów stąd się bierze. Zupełenie nie rozumiem dlaczego nikt nie pyta czy ktoś jest wyznacą buddyzmu, hinduizmu, a może twierdzi, że wziął się z innego wmiaru, w którym takie prawo nie ma miejsca. To piszę poważnie. Naprawdę przyczynę ludzkich problemów można tłumaczyć na różne sposoby i nie wiem dlaczego tylko jednen ma być najlepszym wyjściem z możliwych. Jak nie jest. Nikt nie pyta, a duża część osób urabia klienta pod swoje przekonania.

[b]Tylko WIEDZA może wyzwolić z kręgu wcieleń, wiara nigdy! Wyzwolenie się jest możliwe, ale trzeba się przebudzić z katolickiego zakłamania. Wiara w Jezusa cię nie zbawi! Zbawić cię może praktykowanie wiedzy, którą przekazał, ale ona została celowo zniszczona.[/b]

Wiara katolicka nie specjanie mnie interesuje. Nie tylko on jednen był mistrzem, zresztą teraz są modne przekazy, z które mówią na temat karmy troche co innego.

astromaria said...

Muszę rozbić ten komentarz na dwie części, bo się nie mieści.

I.
„Jezus mógł nauczać reinkarnacji, a są jeszcze inni mistrzowie, inne systemy, inne teorie i szczerze pisząc nie wiem dlaczego mają one być gorsze? Bo ktoś tak ustalił?”

Wszystkie te systemy i religie nauczają o reinkarnacji. Chrześcijaństwo jest jedyną religią, która ją odrzuca. No ale przecież chrześcijaństwo jest „jedyną właściwą” religią, a wszystkie inne są wynalazkiem szatana, tak ci powie każdy ksiądz. I tu kończy się dyskusja.

„Spłata długów w tradycyjny sposób również jest dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że trzeba przepracować, inni ją rozpuszczają, trzeci noszą specjalne branzoletki, które znoszą karmę, jogini w Indiach tak robią.”

Kapłani w Indiach sprzedają bransoletki i fikcyjne środki do rozpuszczania karmy (może „Kreta”?), a nasi księża biorą kasę za odpusty, np. masowo w Wielkanoc. Wszystko to bez wyjątku są bzdury, z których żyją kapłani wszystkich religii bez wyjątku. I dzięki temu pracują dla Szatana, ponieważ na dłużej usidlają ludzi w sidłach karmy i głupoty.

„Niech każdy wybierze co chce, problem w tym, że w gabinecie wróżki często jej przekonania są narzucane klintowi”.

Nie lubisz, jak ci wróżki narzucają przekonania? Ale co rusz dajesz dowód na to, że pozwalasz narzucać sobie bzdurne wierzenia. Bo jak coś przeczytasz w jakiejś przypadkowo znalezionej książce, to od razu musi to być prawda? Na przykład to: „Niedawno okryłam teorię, w któej mówi się, że długi karmiczn, ich spłacanie zależy od tego w jakim miejscu znaleźli się ludzie po śmierci.” albo to „To nie jest bzdura, tylko jedna z teorii życia po śmierci i tego czy należy spłacać karmę czy też nie. Można o tym poczytać w różnych książkach, choćby Doreen Virtue. Są po prostu plany astlne, z których ludzie wcielają się na ziemię z założeniem spłaty długów karmicznych”. A skąd wiesz, że to prawda? Książkę może napisać każdy, ale wierzenie w każde słowo drukowane nie jest zbyt rozsądne.

„A jak jest naprawdę tego nie wie nikt. Zresztą teraz tak modne przekazy od różnych mistrzów oświeconych, mówią, żeby nie ufać żadnej religii ale sobie”.

No, nareszcie coś rozsądnego. Szukaj i myśl, zamiast wierzyć w to, co piszą w książkach. Jest mnóstwo dowodów na reinkarnację, jak poszukasz to znajdziesz. Z tego z kolei wynika, że prawo karmy jest faktem.

„Ależ oczywiście, że karmą się straszy. Będzie źle albo i jeszcze gorzej bo nie spłaciłeś w tym życiu długów. Nigdy nie znajdziesz pracy, nie będziesz mieć pieniędzy, bo coś tam. Są na to dowody w postaci załamanych ludzi, którzy wychodzą od gabinetów mistrzów czytnia karmy. Niektóre gwiadki ezotv i wielkie nazwiska z branży, mają za sobą trochę właśnie takich "nieboszczyków".”

No a kto ci każe korzystać z ich usług? Nikt nie ma obowiązku chodzić do wróżek ani słuchać ich ględzenia. Tak samo, jak nikt nie ma obowiązku korzystać z usług złych lekarzy, prawników czy hydraulików. Lekarze również zabijają (zajrzyj na onkologię). A prawnicy wtrącają do więzień, a nawet skazują na karę śmierci niewinnych ludzi. Złośliwie mogę powiedzieć, że to karma decyduje o tym, czy trafisz do mądrego, czy do głupiego fachowca.

astromaria said...

II.

„Jeżeli ktoś wierz w karmę, jest do niej święcie przekonany, wtedy można mówić o jej przepracowaniu i mówieniu klientowi, że większość jego problemów stąd się bierze. Zupełenie nie rozumiem dlaczego nikt nie pyta czy ktoś jest wyznacą buddyzmu, hinduizmu, a może twierdzi, że wziął się z innego wmiaru, w którym takie prawo nie ma miejsca. To piszę poważnie”.

Jak rozumieć prawo karmy i dlaczego należy je rozumieć wyjaśniłam poprzednio, nie będę się powtarzać. I nie ma znaczenia, czy ktoś jest buddystą, chrześcijaninem czy ateistą.

„Wiara katolicka nie specjanie mnie interesuje. Nie tylko on jednen był mistrzem, zresztą teraz są modne przekazy, z które mówią na temat karmy troche co innego”.

Kieruj się modą, zajdziesz daleko. Nawet mi się nie chce tego komentować.

Na zakończenie kilka słów o karmie: wcale nie twierdzę, że prawo karmy jest dobre. Nie jest dobre, bo więzi ludzi i utrudnia rozwój. Ale jest. I trzeba o tym WIEDZIEĆ. Będę o tym pisać na blogu (na WordPress, z okazji świąt). To prawo jest dla ludzi bardzo niekorzystne, ponieważ ich po prostu więzi na wieki wieków w ignorancji i konieczności spłacania długów w nieskończoność. Ale ono jest FAKTEM! To demoniczny plan zniewolenia ludzkości! W jednym chrześcijaństwo się nie myli: tym światem rządzi Szatan i to on narzucił ludzkości swoje prawa, w tym prawo karmy. Zrobił to, ponieważ jest zainteresowany tym, żeby ludzkość żyła w ignorancji i nigdy nie doszła do Boga. Oczywiście, nawet mimo obowiązywania tego prawa ludzie wyzwalają się z tego kręgu wcieleń, ponieważ wszystko we Wszechświecie ewoluuje i dąży do doskonałości. Dlatego z czasem, mimo prawa karmy, kolejne dusze osiągają zrozumienie i wyzwolenie.

Oprócz tego istnieje coś takiego, jak prawo łaski. Wielu ludzie je otrzymało, właśnie dlatego, że w chwili cierpienia zaczęli błagać Boga o ratunek. Wykazali tym samym bezinteresowną wiarę w boską pomoc i otrzymali ją. Nie prosili o pieniądze, domy i samochody, lecz o łaskę i wyzwolenie z cierpienia. I prosili z wiarą, a jak powiada Biblia (która nie cała jest oszustwem) „wszystko o co z wiarą prosić będziecie spełni się wam”. Wiara jest zbawienna, ale nie chodzi o wiarę w bzdury, które zmyślili kapłani, lecz o wiarę w łaskę i boską opiekę.

Mam nadzieję, że wszystko jest jasne, bo więcej pisać o tym nie zamierzam (chyba że w blogu WP). Jaśniej wytłumaczyć tego nie potrafię.

astromaria said...

Anonimowa, słuchaj skarbie, nie mam czasu dyskutować z tobą "strzyżono-golono", bo do końca życia możemy się tak przerzucać argumentami. Jeśli chcesz wierzyć, że można kupić cudowne kropelki rozpuszczające karmę, ale jak uparcie dowodzisz karmy nie ma, to ja przepraszam, ale z taką logiką naprawdę trudno mi polemizować. Kup sobie kropelki na karmę, odpusty na grzechy w kościele i pigułki na choroby w aptece - wszystkie te cudowne specyfiki są gówno warte, ale sprzedają je za wcale nie gówniane pieniądze. Po prostu: BIZNES! I to złoty. Tylko nabywca zostaje nabity w butelkę. Jak zawsze.