niedziela, 4 maja 2008

Pluton przestał być planetą, a wy tego nie uwzględniacie!

Z punktu widzenia astrologii nie ma żadnego praktycznego znaczenia fakt, że astronomowie zaliczyli Plutona do planet karłowatych. Zmiana naukowego przyporządkowania tego obiektu w najmniejszym nawet stopniu nie wpłynęła na potwierdzone przez wieloletnie, praktyczne doświadczenie reguły astrologiczne.

Poniższy tekst został przeniesiony z mojego starego, zlikwidowanego bloga (2006-08-26; 02:18:06):

Zdegradowano Plutona
A ja, istota do szpiku kości plutoniczna, zamiast się martwić, dziwię się, co to się dzieje na tej Ziemi...

Spodziewałam się chóralnego i gromkiego rechotu sceptyków, nabijających się z astrologów i sugerujących, że teraz to już na pewno horoskopy się nie będą sprawdzały, albo że nigdy się tak naprawdę nie sprawdzały, tylko teraz się to wydało, a tu nic. Nawet na moim „ulubionym” Racjonaliście tylko jeden ciężki intelektualnie dowcip i nic ponad to... Przejrzałam komentarze na Onecie, Interii, Wirtualnej Polsce i też nic nie znalazłam.

Jeszcze niedawno astrologia wzbudzała najgorsze emocje, a dowalanie astrologom było żelaznym punktem programu w każdym forum dyskusyjnym.

Nawet mój ulubiony astronom dr Z., słynny astrologożerca, który na śniadanie pożerał trzech, na obiad pięciu, a na kolację kolejnych dwóch astrologów zmienił dietę, bo chyba przestaliśmy mu smakować.

Chyba naprawdę idzie (przyszło?) nowe.

Ale na wszelki wypadek, uprzedzając ewentualne pytania napiszę o co chodzi z tym Plutonem i jego degradacją.

Kiedy go odkryto sądzono, że jest większy od Ziemi, jednak było to złudzenie. Po prostu jego albedo jest tak jasne, że wydawał się większy, niż jest. W tej sytuacji automatycznie i bez dyskusji uznano go za planetę. Jednak później okazało się, że jest malutki, a do tego towarzyszy mu księżyc prawie tak duży, jak on sam. No i jego orbita była wielce fantazyjna, ale nie jest w tym odosobniony, bo i Uran kręci się nie tak jak powinien.

Przez jakiś czas astrologowie nie byli pewni, co zrobić z trzema nowo odkrytymi planetami, ale po naradach oraz dzięki obserwacjom zupełnie zgrabnie włączyli je do systemu. Okazało się, że do niego idealnie pasują. Nota bene trzeba przyznać, że astronomowie, chociaż szczerze nienawidzili astrologii, uważając ją za szarlatanerię i zabobon, nadali im takie nazwy, które wprost idealnie oddają ich astrologiczny charakter.

Przypadek?

Gdyby chodziło o jedną planetę, to owszem, można uznać, że to przypadek. Ale trzy przypadki to już na pewno nie przypadek.

Odkrycie tych transsaturników, a następnie włączenie ich do astrologii miało znaczenie symboliczne. Zbiegło się ono z rewolucją przemysłową i naukową oraz z wielkimi zmianami w myśleniu, mentalności oraz sposobie życia ludzkości. Od tego czasu świat nie wygląda już tak, jak dawniej, gdy czuwał nad nim stary, poczciwy i konserwatywny Saturn.

Pod rządami Saturna każdy miał w życiu na zawsze wyznaczone miejsce: syn stróża zostawał stróżem, a syn profesora profesorem. Arystokracja miała swój świat, a plebs swój.

Dziś wszystko stanęło na głowie. Ludzie z nizin społecznych robią wielką kasę, dzięki której kształtują politykę i „kulturę”, co najlepiej słychać w muzyce, która nie różni się zbytnio od tej z wiochy i dżungli, wieśniacy studiują w Oxfordzie ramię w ramię z książętami, biali z czarnymi i żółtymi, a wszędzie wokół panuje pośpiech i chaos, który naszych dziadków doprowadziłby do obłędu. Technologia rodem z powieści sf dostępna jest nawet w toalecie. Istne szaleństwo.

A Pluton?

Może i jest najmniejszy, ale jak każdy kurdupel okazał się najambitniejszy.

I to właśnie on jest odpowiedzialny za najbardziej wstrząsające przemiany na Ziemi. Zsyłając na ludzkość obłęd niszczenia życia za sprawą nieprzemyślanej eksploatacji skarbów naturalnych, czego skutkiem są groźne skażenia, szaleństwo irracjonalnej nienawiści, zakończone potężnym akordem wojennego holokaustu i w końcu wybuch w elektrowni atomowej w Czarnobylu, doprowadził (miejmy nadzieję) do opamiętania i zadania sobie pytania, dokąd zmierzamy i do czego jeszcze może nas doprowadzić zaślepienie, chciwość i brak współczucia.

Każdy, kto interesuje się astrologią wie, jak potężny i nieprzeparty jest wpływ tej małej planety na osoby, będące jej dziećmi i jak niekiedy wręcz dewastujące mogą okazać się jej tranzyty. Z Plutonem nie ma żartów, albo się z nim świadomie współpracuje, co bywa niekiedy bolesne, albo człowiek staje się jego ofiarą, co jest wręcz traumatyczne.

Jego znaczenia w astrologii nie da się nie zauważyć ani nie docenić. Każdy, kto świadomie śledzi jego tranzyty wie, że najważniejsze życiowe przełomy wiążą się właśnie z jego wpływem.

Decyzja astronomów o pozbawieniu go przywileju bycia planetą nie wpływa w żaden sposób na interpretacje astrologiczne. Nikt Plutona z nieboskłonu nie zestrzelił, ani go nie wytarł gumką. Znajduje się on tam, gdzie znajdował się wczoraj i bezlitośnie daje popalić tym, którzy obecnie podlegają jego tranzytom.

Ten fakt może mieć jednak znaczenie symboliczne. Oto władca świata podziemnego wyszedł na powierzchnię, przez jakiś czas działał jawnie, a teraz powraca tam, gdzie jego miejsce.

A miejsce to znajduje się głęboko we wnętrzu Ziemi, gdzie spoczywają wszystkie skarby: metale, w tym złoto, węgiel i ropa. Z tej racji jest on największym bogaczem ze wszystkich. Może są na Olimpie bogowie wzbudzający podziw swoim pięknem lub dostojnością, ale kasę trzyma Pluton. Wszak jest on władcą 8 domu, zwanego „domem wspólnych wartości”, materialnych również.

5 Comments:

astromaria said...

Komentarze przeniesione ze starego bloga:

eLDreamer 2006-12-03 20:13:13 212.2.99.35

Witam nie znam się za bardzo na astrologii i rozmyślam nad twoimi słowami którymi zaczęłaś artykuł: A ja, istota do szpiku kości plutoniczna. Co to znaczy? Czy to stwierdzenie w jakimś stopniu opisuje twoją osobę? Jakbyś porównała swoją istotę gdyby w tym momencie Pluton przestał istnieć fizycznie (uderzyła w niego asteroida czy coś w tym stylu) Czy dalej była byś plutoniczna czy wtedy zmieniła byś planetę? Jeśli są osoby plutoniczne to napewno też są osoby ceresowe (Ceres- planeta karłowata [taka jak i Pluton] 5 od Słońca) albo erisowe (Eris- planeta karłowata- 11 od Słońca) ? Piszesz o sobie: "Mam w znaku Skorpiona cztery planety (Słońce, Merkurego, Wenus i Saturna), a Słońce i Pluton rządzą niepodzielnie całością kosmogramu". Hmm Słońce to planeta? ale mniejsza z tym. Czy powiedziałaś kiedyś jakiejś osobie że ma w swoim znaku zodiaku m.in planetę Ceres ? albo Eris? Czy uwzględniłaś w horoskopach te planety? Jeśli się gdzieś mylę to po prostu wyprowadź mnie z błędu. Dzięki i pozdrawiam



anahella anahella@gazeta.pl 2006-08-28 01:45:38 195.90.102.58

wycie u mnie na forum troche bylo, ale sie skonczylo ;)



astromaria 2006-08-27 14:29:52 81.219.50.234

A gdzie ty słyszałaś to wycie? Czyżbym chadzała innymi ścieżkami? Ja ze zdumieniem stwierdzam, że wszyscy przyjęli to dziwnie spokojnie i bez emocji. Ale może ostatnio coś się zmieniło?



anahella anahella@gazeta.pl 2006-08-27 03:53:42 195.90.102.58

Sluchajac wycia na temat wymazania Plutona z horoskopow przypomina mi sie scenka z podworka. Stalam niedaleko lawki, na ktorej bawily sie dwie dziewczynki (koniec przedszkola/poczatek podstawowki). Rozlozyly na lawce lalki i z przejeciem nimi wymachiwaly. Nagle jedna z nich krzyknela gromkim glosem (o lalkach): "zapomniałysmy ze one sa bez obiadu!" na co druga nie mniej tragicznym tonem "o Boze, to co teraz bedzie!" :)


dori dori7gazeta.pl 2006-08-26 11:09:03 212.76.33.85 10.64.14.86

A ja zejscie Plutona do podziemia uczcilam robiac horoskopy dwoch plutonicznych siostr, a nastepnie na znak poparcia i uznania dla Plutona kupujac skorpioniczny zyrandol w ksztalcie przyczajonej na suficie pajeczyny :D A tak serio, uwazam, ze astronomowie tylko sie astrologii przysluzyli, robiac wokol Plutona sporo halasu, a potem jeszcze podkreslajac jego charakter symbolicznym zepchnieciem w mrok - wszak Pluton wlada tym, co najglebiej ukryte. Czyzby Jowisz w Skorpionie zadbal o dobry marketing Plutona? :))))

astromaria said...

@ eLDreamer - nie odpowiedziałam ci nie dlatego, że cię "olałam", lecz dlatego, że na blog.pl nie otrzymywałam powiadomień o komentarzach (z tego właśnie powodu właśnie sukcesywnie likwiduję tamten blog, przenosząc notki na nowe miejsca). Nie wiedziałam więc, że zadałeś mi jakiekolwiek pytanie - odkryłam to dopiero dziś, przy okazji przeprowadzki bloga. I teraz na pewno nie przeczytasz odpowiedzi, ale może przeczyta ją ktoś inny, również nią zainteresowany.

To określenie ("plutoniczna") jak najbardziej opisuje moją osobę. Mam cechy charakterystyczne dla osób urodzonych z silnymi "wpływami" Plutona. Pluton rządzi znakiem Skorpiona, a ja w tym znaku mam aż 4 bardzo ważne planety (Słońce, Merkurego, Wenus będącą jednocześnie władczynią mojego ascendentu oraz Saturna). Poza tym Pluton jest mocno wyeksponowany w moim horoskopie, między innymi poprzez wielokrotne aspekty z ważnymi planetami (w tym ze Słońcem, Księżycem i Marsem, dawnym władcą Skorpiona).

Nie mam pojęcia, co by się stało, gdyby tego Plutona zestrzelono z orbity. Być może nic. Bo moje cechy są wrodzone. Taka się urodziłam i to nie ulegnie zmianie. Pluton ani inne planety nie wpływają na nic, one tylko służą do "mierzenia potencjałów". Są jak termometr, który mierzy temperaturę, ale jej nie powoduje. Stłuczenie termometru nie likwiduje gorączki...

Anna Pawlak said...

Nie wiem, czy nadal ten blog jest prowadzony, ale nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę że tu trafiłam... Od lat interesuje się Astrologią, czytam, szukam, zadaję pytania. Niestety jeszcze nie wybrałam się nigdy do profesjonalisty, co by mi objaśnił mój kosmogram, ale to właśnie z tych powodów, które zostały opisane - po prostu nie chcę trafić na kogoś kto tak na prawdę chce tylko na tym zarobić, a niczego konkretnego nie powie. Mam Słońce w Skorpionie i Saturna w odległości 1 stopnia ;)Do tego Pluton też w Skorpionie :p Będę czytać kolejne wpisy i zgłębiać wiedzę, bo chcę świadomie sobą kierować, jak ktoś mądrze kiedyś napisał: "Gwiazdy rządzą głupcem, mędrzec rządzi gwiazdami" Pozdrawiam

PapaGeorgio said...

Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie i gratuluje błyskotliwie poprowadzonego blogu. Piszę, gdyż zainteresowała mnie kwestia Plutona, a konkretnie odczytywania z niego wydarzeń po roku 1930 i przed tym rokiem. Pisała Pani, że odczytywanie wydarzeń z układu gwiazd ma swój początek w starożytności. Jednak z tego co wiem (o ile to prawda) znajomość planet ówczesnych ludzi kończyła się na Saturnie, a dziś objaśnienia horoskopów uwzględniają także planty Uran, Neptun i Pluton. I tu moje pytanie. Czy prognozy przedwiecznych astrologów miały prawo byc trafne skoro w ogóle nie uwzględniły obecności tych planet? Ktoś mógł wszak mieć charakter "mocno Plutoniczny" ale żaden astrolog nie miałby prawa tego wiedzieć bo nie wiedział o tej planecie. Zatem tą plutoniczność musiano tłumaczyć poprzez znane do tej pory planety. Domyślam się że dawniej porada nie mogła brzmieć: "no tutaj masz Jowisza w koniunkcji z tym, obok masz to i tamto. To może powodować, że ... a ponadto weź pod uwagę, że wpływ mają jeszcze układy planet których nie odkrylismy na ta chwile" W sumie na rok dzisiejszy (2014)też nie mamy pewności że jutro czegos nowego nie odkryjemy co może posłużyć jako narzędzie do diagnozowania. Serdecznie Panią pozdrawiam i życze wszystkiego dobrego

astromaria said...

Bardzo możliwe (a raczej jest to pewne), że nie znamy jeszcze wszystkich planet. Tych planet karłowatych może być nawet całkiem sporo. W miarę ich odkrywania astrologia będzie je włączała do swojego systemu, wzbogacając interpretacje o nowe elementy.

Kiedy nie znano planet transsaturnicznych astrologia radziła sobie bez nich, ale była bardziej "przyziemna", pozbawiona transcendencji, która pojawiła się wraz z odkryciem planet ciężkich. Co ciekawe, dziś można spotkać astrologów, również młodych, którzy twierdzą, że interpretując horoskop nie ma potrzeby posługiwać się planetami transsaturnicznymi i tworzą horoskopy tak samo, jak przed wiekami.

Przed odkryciem tych planet każda planeta miała "pod opieką" 2 znaki zodiaku. Dziś Pluton rządzi Skorpionem, a przed jego odkryciem ten znak miał za władcę Marsa (drugim podopiecznym Marsa był Baran). Dawna astrologia była dość ponura i deterministyczna. Uważano, że losem ludzkim rządzi fatum i że człowiek jest pyłkiem, który w każdej chwili może zostać zdmuchnięty przez wichry losu. Paradoksalnie, odkrycie bezkompromisowych w swoim działaniu planet transsaturnicznych, w tym bezlitosnego Plutona, wcale nie spowodowało jeszcze większego determinizmu. Wręcz przeciwnie: uznano, że każdy jest kowalem własnego losu, a planety ciężkie mogą jedynie pomóc w rozwoju duchowym i psychologicznym samopoznaniu.

Ja mam zupełnie nienaukowe podejście do astrologii i zjawisk na ziemi. Uważam, że jeśli czegoś (np. planety) nie znamy, to to coś nie oddziałuje na świat, a jeśli to odkryjemy, to wszystko się zmienia i ten obiekt zaczyna "działać". Nauka nie potrafi wyjaśnić wielu rzeczy, ale to nie znaczy, że tego nie ma. Kiedy odkrywano planety ciężkie na świecie działy się rzeczy bardzo właściwe dla charakteru tych planet. Np. kiedy odkryto władcę mórz i oceanów (oraz mgły) Neptuna nastała era maszyn parowych, kiedy odkryto Urana nastała era elektryczności, elektroniki, maszyn latających, badania kosmosu i era atomowa, a kiedy odkryto Plutona świat znalazł się na krawędzi zagłady za sprawą potwornych wojen i nieznanych wcześniej broni masowej zagłady. Być może jakiś jeszcze "groźniejszy" obiekt kosmiczny jest bliski odkrycia, bo wydarzenia w świecie przybierają obrót, którego nikt się nie spodziewał.